Tybald i tajemnica Elfow Ognia
Strona glówna ] O bohaterach ] Recenzje ] Zabawy ] Autorka ] Album ] Niespodzianki ] Linki ]

 TYBALD
TRYLOGIA FANTASY
Barbara Wicher 
pisarka oraz tłumaczka literatury z języka francuskiego
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

poprzednia strona

 

Tybald i tajemnica Elfów Ognia

W tym momencie przez skrzyżowanie w szaleńczym tempie przejechał srebrny pojazd, przypominający zarazem samochód terenowy, jak i traktor. Po chwili zahamował gwałtownie i cofnął do miejsca, w którym stali Tybald i Ania.

Z kabiny wehikułu wyskoczył drobny mężczyzna o mocno przerzedzonej czuprynie.

- Jak ja kocham niespodzianki! Nie na darmo zwą mnie Ryzyk-Fizyk! – zawołał z zapałem, sprężystym krokiem podchodząc do automatu pomalowanego w kolorowe pisanki. – O, przepraszam, państwo byli pierwsi...

- Ależ nie. Proszę bardzo – powiedzieli jednocześnie Tybald i Ania.

Mężczyzna wrzucił do maszyny z jajkami niespodziankami monetę i zatarł ręce.

- Uwielbiam siurpryzy!

W automacie rozległo się gdakanie, a później dźwięki: Brzdęk! Dzyń! Dryń! i jeszcze jakby tykanie... Te dźwięki coś Tybaldowi przypominały...

- Czyż jest coś wspanialszego od momentu napięcia czy niepewności...!

Tyk, tyk, tyk...

Co to znaczy...?

- To bomba! – wykrzyknął Tybald, odsuwając Anię od automatu i ciągnąc opierającego się Ryzyka-Fizyka.

- Bomba? – w głosie mężczyzny zabrzmiało raczej zainteresowanie niż strach, ale odstąpił kilka kroków.

- Zaraz wybuchnie! Nie słyszy pan tego tykania?!

Nic jednak nie wybuchło, a tykanie po chwili umilkło. Usłyszeli za to, jak coś toczy się po pochylniach.

Tybald był trochę zmieszany.

- Moje jajeczko! – Ryzyk-Fizyk zrobił krok w stronę automatu i wtedy... BUM! Rozległ się huk, trzask rozrywanej blachy i brzęk tłuczonego szkła. Jakaś ogromna siła oderwała Tybalda od ziemi i cisnęła na tylną oponę samochodu; równocześnie coś ciężkiego uderzyło go w klatkę piersiową, pozbawiając tchu. Pękła jedna z przednich opon i pojazd przechylił się gwałtownie... Nagle zrobiło się zupełnie cicho.

Tybald odzyskał oddech i otworzył oczy. Ania właśnie podniosła głowę i też rozglądała się dokoła. Automatu już nie było. Wokół fruwało tylko z pół tony pierza i wszędzie leżały potłuczone jajka. Obok Tybalda leżał Ryzyk-Fizyk, na którego czole pojawił się spory guz.

- A to ci niespodzianka...! – mężczyzna zachichotał i stracił przytomność.

Z lasu wyfrunęła Pestka i zaklęła tak, że u zakonnic zasłużyłaby na dożywotni post. Za nią wypadł Krochmal i też coś krzyknął, ale tak poprzekręcał słowa, że sam siebie nie zrozumiał.

Ania spróbowała podnieść się z ziemi.

- Nic ci nie jest? – zapytał Tybald

- Nie... – odpowiedziała, oglądając swoje ręce i nogi. – A tobie? Byłeś bliżej...

- Ryzyk-Fizyk mnie zasłonił...

Krochmal zaczerpnął głośno powietrza i udało mu się wyartykułować coś w miarę zrozumiałego:

- Co cię wssało?

- Nic... Ktoś próbuje nas zamordować... - odparł Tybald.

W tym momencie z ogromną prędkością nadjechało dwanaście dżipów. Samochody zatrzymały się z piskiem opon i wyskoczyła z nich banda krasnali o twarzach rozsierdzonych łotrów. „Na szczęście nie ocenia się nikogo po wyglądzie” – pomyślał Tybald. „Inaczej byłoby po nas...”

- Humowie! Krewniacy...! – zawołał Krochmal. – Jesteśmy uratowani!

Krasnale nie podzielały jego radości. Kiedy zobaczyły rozciągniętego na ściółce amatora niespodzianek, jak na komendę wyciągnęły spod skórzanych kurtek ciężkie karabiny.

 

- Kto zlecił wam zabójstwo Ryzyka-Fizyka?

Mężczyzna, podobnie jak wszyscy pozostali, nie był wysoki, dlatego lufa jego karabinu zamiast celować w czoło Tybalda, dotykała nosa chłopca.

- On żyje! – oznajmił inny. – Coś mówi!

- O, krasnoludki...! – wymamrotał zdziwiony Ryzyk-Fizyk. – A gdzie sierotka Marcysia?

- Majaczy...

- A to duże dziwaczne, to co? – zapytał Ryzyk-Fizyk, wpatrując się w swój pojazd.

- Wszystko zapomniał! To katastrofa!

Szczęknęły karabiny.

- To nic! To się zdarza! – próbował ratować sytuację Krochmal. – Nawet nasza papuga straciła kiedyś pamięć.

- Po jakim czasie ją odzyskała? – zainteresowali się Humowie.

Krochmal zaczął się jąkać. Wyręczyła go Pestka, która przysiadłszy na lufie karabinu, przytkniętego do czoła krasnala, zaskrzeczała:

- Do tej pory NIC A NIC nie pamiętam!